Hity i odkrycia majowe

Mamy ostatnio pogodę w kratkę i po wiosennym wybuchu gorącego, letniego powietrza i temperatur, zostaliśmy schłodzeni przez kilkudniowe opady deszczu. Jednakże wystarczy spojrzeć w kalendarz (nawet jeśli czasami nie wyjrzeć przez okno) by przekonać się, że lato jest tuż za rogiem, a wraz z nim nie tylko niekończące się dni spędzane na świeżym powietrzu, nad morzem czy w górach, ale również spore obciążenie dla skóry. Chciałabym przedstawić Wam kilka najciekawszych produktów w mojej obecnie stosowanej pielęgnacji ciała i twarzy, gdzie skupiam się głównie na regeneracji i uzyskaniu zdrowego blasku (na jeszcze zmęczonej po zimie cerze), nawilżeniu, a także zabezpieczeniu skóry twarzy przed szkodliwym promieniowaniem UV. Z chęcią poczytam jakie są Wasze ulubione produkty, czy macie jakąś późnowiosenną rutynę pielęgnacyjną i jakie są Wasze tricki kosmetyczne.

  1. Oczyszczanie.
    Staram się teraz na co dzień minimalizować stosowany makijaż. Niemniej zawsze muszę mieć pewność, że mam pod ręką dobre produkty, które zmywają makijaż wodoodporny, bo jak się malować to porządnie. Kiedyś zafascynowana, a teraz zainspirowana, koreańską pielęgnacją nie wyobrażam sobie iść spać bez wykonania dwuetapowego demakijażu. Dla niewtajemniczonych: najpierw zmywamy makijaż za pomocą olejka, a następnie oczyszczamy skórę za pomocą pianki/żelu/mydełka. Klasykiem już jest olejek do demakijażu marki Resibo, ale moim ostatnim odkryciem są olejki marki Iossi, do testowania których zachęcam. Niewątpliwie budżetową wersją będzie Resibo, ponieważ jest to bardzo wydajny produkt, ale warto się przyjrzeć małym dziełom Iossi. Do każdego zakupionego produktu marki będę Wam pakować ten olejek do testowania, bo warto 🙂

  1. Odświeżanie, tonizowanie, a przy okazji nawilżanie.
    Drogie panie, niewątpliwie zaczął się sezon na hydrolaty! A jak lato to mięta, a jak mięta to nowość od Your Natural Side i bosko pachnący hydrolat woda miętowa! Chociaż muszę się przyznać, że ostatnio na zmianę używam Mydło Stacjowego hydrolatu z oczaru wirginijskiego (faktycznie niespecjalnie pachnie, ale na szczęście krótko, a za to bardzo dobrze normalizuje skórę) i cudownego, wspaniałego i jedynego hydrolatu różanego. Ewidentnie wyczuwam fascynację miętą i różą;D
  1. Nawilżanie i zabezpieczenie twarzy.
    Te kilka słonecznych dni i weekendów było dla mnie doskonałą okazją do testowania olejów z pestek malin. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że są one naturalnym filtrem promieni słonecznych. A jako klasyczny empirik postanowiłam zweryfikować czy to prawda, wielokrotnie biegając w pełnym słońcu, w samo południe. I powiem Wam, że olej nie tylko się nie ważył, nie robił jakiejś dziwnej mieszanki na buzi, nie zatykał porów (nie miałam żadnego wysypu na twarzy), ale faktycznie zabezpieczył przed poparzeniami. Przetestowałam go również pod lekkim kremem BB i również świetnie się sprawdził, a raz przypudrowany utrzymał mat przez ok. 5h. Zdecydowanie jest to moje odkrycie i na pewno olej z pestek malin będzie ze mną przynajmniej do końca lata. Nadmienię tylko, że dodatkowo ma wysoką zawartość kwasów tłuszczowych Omega 3 i 6 (zapobiegają starzeniu się skóry), a także wysokie stężenie witaminy E i prowitaminy A (dla cery trądzikowej zbawienie). W sklepie znajdziecie olej z pestek malin różnych marek i w bardzo różnych cenach (od 15 – 29 zł), na każdą kieszeń, więc do dzieła!
  1. Oczyszczanie ciała.
    Ja mam w tym miesiącu dwa hity: Mydło Stacjowe mydełko miętusek, a także peelingi cukrowe z olejkami, które wspaniale wygładzają skórę, nawilżają, nie podrażniają i pięknie pachną.

A jacy są Wasi majowi ulubieńcy? Korzystałyście ze wspomnianych produktów?

Dodaj komentarz